Policjanci z Pomorza, którzy są aktywnymi członkami Stowarzyszenia Poszukiwawczo-Historycznego Gulden, dokonali istotnego odkrycia na terenie dawnego podobozu Stutthof, znanego jako Germanenlager. W trakcie prac poszukiwawczych wydobyto z ziemi metalowy przedmiot, na którym znajdowały się wydrapane dane personalne fińskiego więźnia, Aarne Kovali. Znalezisko, roboczo określane przez poszukiwaczy mianem świecznika ze względu na wygląd, choć jego ostateczna funkcja nie została jednoznacznie potwierdzona, stało się kluczowym dowodem umożliwiającym nawiązanie kontaktu z rodziną zaginionego oraz odtworzenie fragmentu jego tragicznej biografii.
Za odkryciem stoją m.in. nadkom. Przemysław Andrearczyk, ekspert Laboratorium Kryminalistycznego Komendy Wojewódzkiej Policji w Gdańsku i biegły z zakresu badań daktyloskopijnych, oraz kom. Bartłomiej Góra, Zastępca Naczelnika Wydziału do spraw Przestępstw i Wykroczeń w Ruchu Drogowym Komendy Miejskiej Policji w Gdańsku. Obaj funkcjonariusze łączą zawodową służbę w policji z pasją do historii, eksploracji terenów historycznych oraz wykorzystywania nowoczesnych technologii w pracy śledczej.
Ślad w ziemi i początek poszukiwań
Eksploatacja terenu dawnego podobozu Germanenlager została zapoczątkowana we współpracy z Pomorskim Towarzystwem Prospekcji Historycznej In Terra. To właśnie ta organizacja, bazując na publikacjach naukowych, zlokalizowała obszar poszukiwań i uzyskała wymagane zgody formalne, w tym pozwolenie właściwego wojewódzkiego konserwatora zabytków oraz zgodę właściciela terenu. Członkowie Stowarzyszenia Gulden dołączyli do prac, wspierając ekipę swoim doświadczeniem w posługiwaniu się detektorami metali.
Prace na terenie, który kiedyś pełnił funkcję części kompleksu obozowego Stutthof, mają na celu nie tylko odzyskiwanie artefaktów, ale przede wszystkim badanie śladów życia ludzi internowanych w tym miejscu. W 1943 roku w Germanenlager przebywało 271 norweskich policjantów, co potwierdzają odnalezione wcześniej elementy, takie jak guziki z herbem Norwegii, norweskie monety czy konserwy. Wszystkie te znaleziska były przekazywane do Muzeum Stutthof, aby mogły zostać poddane analizie i wzbogacić wiedzę historyczną o losach więźniów.
Odczytanie danych kryminalistycznymi metodami
Kluczowy moment przypadkowych odkryć nastąpił, gdy detektor wskazał na obecność metalu w miejscu opisanym jako zwyczajne, skoszone pole. W trakcie wydobycia większej liczby przedmiotów poszukiwacze natrafili na element przypominający aluminiową rurkę. Pierwotnie na jego powierzchni widoczne były jedynie słabo dostrzegalne, ręcznie wydrapane ślady. Ze względu na ich gorszą czytelność, konieczne było użycie specjalistycznych metod. Nadkom. Andrearczyk, wykorzystując swoje kompetencje zdobyte w pracy kryminalisty, wykonał zdjęcia makro, które pozwoliły na precyzyjną analizę i odczytanie inskrypcji.
Zdjęcia ujawniły imię i nazwisko: Aarne Kovala, a także nazwę miasta Oulu, położonego w Finlandii. Kolejnym, kluczowym elementem okazała się data 25 stycznia 1945 roku, wydrapana na przedmiocie. Ta data ma istotne znaczenie historyczne, ponieważ przypada na okres rozpoczęcia ewakuacji więźniów z obozu Stutthof i tzw. marszu śmierci. Odczytanie tych informacji przekształciło anonimowy przedmiot metalowy w konkretny trop prowadzący do biografii człowieka.
Biografia fińskiego marynarza
Po identyfikacji danych poszukiwacze, we współpracy z partnerami ze stowarzyszenia In Terra, przystąpili do ustalenia losów Aarne Kovali. Udało się potwierdzić, że mężczyzna przeżył wojnę i opuścił obóz. Badania genealogiczne pozwoliły na odnalezienie jego rodziny. Poszukiwacze skontaktowali się z Liise Kovala, córką fińskiego marynarza, która opublikowała książkę pt. „Surviving Stutthof - my fathers memories behind the Death Gate”. Publikacja ta stała się cennym źródłem informacji, pozwalającym zgłębić kontekst znalezienia.
Książka pomogła wyjaśnić znaczenie drugiego, początkowo nieczytelnego napisu na przedmiocie. Okazało się, że odnosił się on do elektrowni, w której pracował ojciec Aarne Kovali, a gdzie rodzina zajmowała służbowe mieszkanie. Oznacza to, że wydrapane dane pełniły funkcję osobistego adresu lub oznaczenia przynależności, pozostawionego przez młodego człowieka. Aarne Kovala był marynarzem, który został internowany w bardzo młodym wieku – miał zaledwie 16 lat. Odnaleziony przedmiot łączył więc materialny ślad z konkretną, ludzką historią.
Kontakt z rodziną przybrał wymiar emocjonalny. Żona Aarne Kovali, która wciąż żyje, zareagowała na wiadomość o znalezisku z dużym wzruszeniem, publikując komentarze podkreślające znaczenie tego odkrycia dla bliskich. Dla poszukiwaczy moment ten oznaczał, że odnaleziony artefakt przestał być jedynie zabytkiem, a stał się mostem między przeszłością a współczesnością, przywracającym pamięć o osobie, której losy przez dziesięciolecia pozostawały ukryte pod ziemią.
Wpływ pasji historycznej na pracę kryminalną
Doświadczenie zdobyte w trakcie eksploracji terenów historycznych ma bezpośredni wpływ na codzienną pracę obu policjantów. Kom. Bartłomiej Góra wskazuje, że wykrywacze metali są przydatnym narzędziem podczas oględzin miejsc zdarzeń kryminalnych. Umożliwiają one odnalezienie małych przedmiotów, które podczas standardowych czynności mogą zostać przeoczone. Znajomość terenu i umiejętność interpretowania sygnałów urządzenia, wypracowana w terenie, przekłada się na skuteczność działań operacyjnych.
Funkcjonariusze aktywnie uczestniczą w pracach zespołu zajmującego się przestępstwami niewykrytymi, określanego mianem Archiwum X. Jednym z przykładów zastosowania tych umiejętności była sprawa zabójstwa sprzed około 30 lat. W trakcie przeszukiwań okolic Trójmiasta, nadkom. Andrearczyk (w artykule źródłowym pojawia się również odniesienie do działań nadkom. Góry, co może sugerować błędne imię w jednym z fragmentów źródła, jednak zgodnie z faktami nadkom. Andrearczyk to ekspert Laboratorium Kryminalistycznego) za pomocą detektora ujawnił przedmioty mogące mieć związek z przestępstwem, w tym obrączkę, guziki i nóż. Zabezpieczone artefakty zostały przekazane do dalszych badań laboratoryjnych.
Kolejnym istotnym przypadkiem była sprawa zabójstwa gangstera w gdańskiej Oliwie. Przez trzy dni prowadzono intensywne poszukiwania zarówno na brzegu, jak i w wodzie, próbując odnaleźć narzędzie zbrodni oraz inne dowody. Wykorzystano do tego detektory metali. Działania zakończyły się sukcesem: odnaleziono nóż, telefon oraz inne przedmioty związane z przestępstwem. Doświadczenie to dowodzi, że detektory mogą skutecznie pomagać w odnajdywaniu elementów biżuterii, przedmiotów ofiar lub sprawców, które mogły spaść lub zostać wdeptane w ziemię w wyniku szarpaniny.
Edukacja i przyszłość poszukiwań
Stowarzyszenie Gulden rozwija swoją działalność również w sferze edukacyjnej. Członkowie organizują pikniki historyczne, podczas których prezentują odnalezone artefakty i opowiadają o historii Pomorza. Szczególny nacisk kładą na kontakt z młodzieżą i lokalną społecznością, w szczególności w gminie Kolbudy. W trakcie takich wydarzeń dzieciom pokazują, czym zajmują się poszukiwacze, a nawet pozwalają im na obsługę detektora, by uświadomić im alternatywne formy aktywności poza ekranami urządzeń elektronicznych.
Członkowie stowarzyszenia podkreślają, że każdy przedmiot niosący informację można traktować jako dokument historyczny. W przypadku znaleziska z inskrypcją Aarne Kovali, przedmiot ten stał się dowodem obecności konkretnego człowieka w tym miejscu. Znajomość zasad zabezpieczania śladów, rozwijana podczas prac warstwowego badanie terenu, jest kluczowa również w kryminalistyce. Nieprawidłowe postępowanie z odnalezionymi obiektami mogłoby prowadzić do zniszczenia śladów, których nie da się później odtworzyć.
Pasja do historii i obowiązki służbowe wzajemnie się uzupełniają. Wiedza terenowa pomaga w lepszym rozumieniu środowiska, a doświadczenie policyjne pozwala właściwie oceniać wartość dowodową znalezisk. Odkrycie na terenie podobozu Stutthof jest dowodem na to, że eksploracja historyczna może wykraczać poza samo odnalezienie artefaktu, stając się aktem przywracania pamięci o konkretnych ludziach i ich losach w kontekście Wielkiej Wojny.
